

Z Warszawy przez Ciechanów, stacyi kolei nadwiślańskiej,
szosą, 24 wiorsty długości, dostajemy się do Przasnysza.
Okolica prawie bezludna, im bliżej ku Przasnyszowi, tem niżej
położona. Samo miasto rozłożyło się na równinie, zlekka ku
rzece Węgierce pochylonej.
Dziś miasto powiatowe guberni płockiej, a niegdyś ludna
stolica obwodu przasnyskiego. Gdy jednak przejdziemy po
ulicach miasta, zajrzymy do jego zaułków i chwilkę poświęcimy
uwagi rozwojowi handlu i przemysłu w tem mieście, zdaje się
nam, że jeszcze nie dojechaliśmy do właściwego Przasnysza,
tego niegdyś zamożnego miasta i wielkiego siedliska ruchu
handlowego. W porównaniu z tem,co nam kroniki głoszą o
przeszłości tej siedziby ludzkiej, dzisiejszy jej wygląd i stan
ekonomiczny jest tak marnym, że mimowolnie zapytać się
musimy, jakie przyczyny wpłynęły na tak doniosłą zmianę.
Przerzućmy karty historyi Przasnysza; może one nam coś powiedzą, niezrozumiałe wytłomaczą.
Wokół Ciechanowa ciągnęły się odwiecznie lasy, a między innemi, część ich, zwana później puszczą Przasnyską, sięgały aż północnych
bagnisk ziemi Ciechanowskiej. W tej puszczy, prócz zwierza dzikiego, tu i owdzie znaleźć było można domek oficyalisty leśnego lub rodziny żyjącej z
przemysłu leśnego.
Pewnych danych o powstaniu miasta dzieje Polski nie przechowały, – pozostała jednak legenda, spisana przez troskliwego kronikarza, a według
tej legendy, zawiązkiem obecnego miasta miał być młyn stojący na końcu puszczy, nad rzeczką Węgierką. Panujący tu książę Konrad Mazowiecki, na
początku XIII-go wieku razu pewnego polował w puszczy, a zapuściwszy się w gęstwiny, zabłąkał się w lesie. Po długiem błądzeniu dojrzał światełko i
przybył do domku młynarza Przasnyka. Właściciel młyna, widząc zbłąkanego myśliwego, gościnnie go przyjął u siebie i nocleg ofiarował. Dopiero
następnego dnia, gdy dworzanie w poszukiwaniu księcia tu go znaleźli, młynarz dowiedział się, kogo podejmował u siebie. Książę Konrad
wywdzięczając się za serdeczną gościnność, obdarzył młynarza godnością szlachecką i wydał mu przywilej na założenie miasta w tem miejscu. Nowe
miasto nazwane zostało Przasnykiem, od nazwy założyciela, ale z czasem mowa potoczna nazwę tę przeistoczyła na Przasnysz. Kronikarz z r. 1585
zaznaczył nawet, że oryginalny przywilej ks. Konrada wydany Przasnykowi, przechowywał się w archiwum miejskim, lecz podczas pożaru uległ spaleniu.
Nie posiadając żadnych innych dowodów, historyę Przasnysza musimy też przyjąć taką, jaką nam podanie ludu, przez kronikarza spisane podaje.
Szybko nowo założone miasto rozwijało się, tem szybciej, gdy zaczęto budować w niem fabryki i domy murowane. Wkrótce też Przasnysz staje się
stacyą pośrednią pomiędzy Gdańskiem, Królewcem a Warszawą, stanowiąc przytem środkowy punkt handlowy całej okolicy.
W r. 1427 Jan, książę Mazowiecki, obdarzył miasto prawem chełmińskiem i uwolnił mieszczan od myt i opłaty cła. W latach następnych
uzyskiwał Przasnysz jeszcze liczne przywileje, co pozwalało mu wzrastać w dobrobyt. Mieszkańcy jego, oprócz handlu, zajmowali się z zamiłowaniem
hodowlą drzew owocowych, a szczególniej śliwek węgierskich, co nie tylko dawało znaczny dochód, ale i liczne ogrody upiększały zarazem wówczas już
stolicę starostwa niegrodowego. Ostatnim starostą był Błażej hrabia Krasiński, zmarły w r. 1817.
Lustracya z roku 1616 go wykazuje w Przasnyszu 201
ogrodów owocowych, co najlepiej świadczy o rozległości
miasta i zamożności mieszkańców.
W ogóle w wieku XV Przasnysz wybitne zajmował stanowisko pomiędzy
miastami. Zjeżdżało się tu mnóstwo kupców z odległych stron kraju i
zagranicy, a handel tak był ożywiony, że wielu handlujących nie mogąc
rozłożyć towarów w mieście, z powodu braku miejsca, prowadziło handel
w szałasach, rozkładanych za miastem. Zwożono na targi tutejsze zboże,
misterne wyroby ze złota i srebra, drogie kamienie, dywany i tkaniny
kosztowne, sprowadzano bydło i konie. Na miejscu zaś istniały fabryki
sukna, pierników, miodów, browary słynnego piwa, handle wina, w których
dostać można było najprzedniejszych gatunków tego szlachetnego nektaru.

Lustracya z roku 1564 wykazuje tu 487 domów murowanych w samem mieście, a 202 na przedmieściach. Piwowarów liczono już wówczas w
Przasnyszu 126, złotników 10, kuśnierzy 36, szewców 67, rzeźników 22 i wielu innych. W liczbie spisanych przez lustratorów budowli znajdujemy
okazały dwór murowany starosty. Dwór ten spalił się na początku XVII-go wieku. Jeżeli wreszcie zważymy, że wówczas już miasto liczyło 14000
mieszkańców, to porównawszy Przasnysz z innemi miastami w owem stuleciu, przekonamy się, iż zajmował on poważne miejsce w kraju.
Rok 1600 był jednak początkiem upadku miasta. Spaliło się ono, a trzecia część domów legła w gruzach. Dalej też już niepowodzenia szły
nieprzerwanym łancuchem, bo oto w latach 1604, 1623, 1652, 1658, 1667 i 1677 morowe powietrze wyludniało miasto, a jednocześnie napady tatarów,
kozaków i szwedów zrujnowały dobrobyt mieszkańców, gotując im zwolna zupełną ruinę. Za czasów Jana Kazimierza nieomal Przasnysz zupełnie znikł
z mapy kraju. Miasto doszczętnie spalono, a mieszkańców w pień wycięto. Po pewnym czasie, zaledwie na gruzach zaczęli osiedlać się nowi przybysze,
szwedzi znowu rabowali, palili, to też o powrocie do dawnej świetności już mowy być nie mogło.
Przasnysz wegetował tylko, mieszkańcy opowiadali dzieciom o jego świetnych czasach, a kronikarz upamiętnił je na papierze, nie przewidując
może, że notując fakty ekonomicznej potęgi miasta, pisał jednocześnie nekrolog świetnych czasów. Z biegiem czasu miasto upadało coraz więcej,
a ubóstwo mieszkańców przebijało się w zewnętrznym wyglądzie dawniej wspaniałego miasta i dotąd też wygląd ubogi przechował się, jakby chciał
tem silniej ujawnić kontrast z przeszłością. Dziś nawet już lepiej się miasto prezentuje, aniżeli na początku ubiegłego wieku, bo starzy ludzie opowiadają,
że gdy w roku 1806 Napoleon podążał przez Przasnysz karetą w muły zaprzężoną, w miejscu gdzie dziś stoi dom doktora Wieczorkiewicza, kareta
ugrzęzła w błocie. Cesarz zmuszony był wysiąść, przejść po deskach dalej, a ludzie dopiero wydobyli karetę.

Kościół parafialny, jako kapliczka, zbudowany był już w XIII wieku, obok
dworu książęcego, który również tu istniał. W wieku XIV, jak dowodzi
struktura murów, dawna kapliczka przebudowaną została na większych
rozmiarów świątynię, której konsekracya odbyła się w roku 1408. Pożary
jednak nie oszczędzały tego kościoła, to też w wieku XVII odbudowano
go niemal z gruntu i poświęcono w roku 1670. Pożar w r. 1792 zniszczył
całe wnętrze świątyni, wskutek czego nabożeństwa parafialne odprawiały
się w kościele bernardynów aż do chwili odrestaurowania i poświęcenia
kościoła parafialnego, czyli do roku 1856. Nieudolna to jednak widocznie była ta restauracya, ponieważ w r. 1880 parafianie zmuszeni byli
przystąpić do gruntownej przebudowy kościoła. Prócz ścian -wszystko dano nowe. Na dachu wzniesiono kopułę, sufit zbudowano w
kształcie sklepienia, ułożono marmurową posadzkę i sprawiono nowy chór z organami.
Drugi kościół św. Ducha, murowany, zrujnowany i opuszczony przez
długie lata, staraniem miejscowego proboszcza odrestaurowany został w
r. 1877.
Przy szpitalu, istniejącym tu od początku XVI w. była kaplica drewniana, pod wezwaniem św. Jakóba, a ponieważ wówczas już chyliła się do upadku, rozebrano ją a
na tem miejscu Paweł Kostka w r. 1568 zbudował dotąd istniejący kościół murowany z klasztorem bernardynów, którzy założyli w Przasnyszu szkołę trzyklasową.
W roku 1615-ym Elżbieta Mostowska, skarbnikowi ciechanowska, zbudowała kościół św. Michała z klasztorem panien bernardynek, na których miejscu w r. 1864
osadzono felicyanki. Bernardynki utrzymywały w klasztorze pensyonat, którego rozgłos obijał się o najdalsze zakątki kraju, wydając wiele zacnych i wykształconych
panien. Za rządów pruskich kościołek św. Michała przy ulicy Żydowskiej oddany został w posiadanie ewangelików.
Istniał tu jeszcze i piąty kościół drewniany przy ulicy Żydowskiej, pod wezwaniem św. Krzyża, lecz zrujnowany, rozebrany został w r. 1793.
Z pozostałych gmachów zasługują jeszcze na uwagę: szpital, zbudowany w r. 1858 ze składek okolicznych mieszkańców, i ratusz, ocalony
od pożaru w roku 1875 energią p. Ezechiela Lasockiego. Pożar ten powstał 19-go sierpnia, a tak gwałtownie się szerzył, że w kilka godzin połowę miasta
zamienił w zgliszcza i popiół. Mieszkańcy utracili swoje mienie w płomieniach i zapanowało ubóstwo. Wprawdzie na miejscu dawnych budynków
drewnianych postawiono murowane, ale dobrobyt wrócić dotąd nie może.
Okolica, obfitująca niegdyś w zwierzynę, dziś, ogołocona z lasów, smutne sprawia wrażenie.
Źródło: „Ziarno” Nr 40 19 września 1902 r.
Views: 6
