Piękność na skraju puszczy – Przasnysz w 1962 roku

           Piękność na skraju puszczy – Przasnysz w 1962 roku.         

           Do niedawna, gdy ktoś przejeżdżał przez Przasnysz, szybko mijał zaniedbane ulice, zabudowane domami o brudnych elewacjach, i wydostawał się na szosę ku Warszawie lub Olsztynowi, nie zwracając uwagi na nazwę miejscowości.

           A przecież Przasnysz jest dla turystów perłą o swoistym uroku; 535 lat temu wyrósł na skraju wielkiej niegdyś Puszczy Kurpiowskiej. Tutaj lud z puszczy przynosił bogactwa wydarte naturze: miód wybrany pszczołom z leśnych barci, skóry z upolowanych zwierząt i „pot słońca” – jak Rzymianie nazywali bursztyn, którego znajdowały tu się całe pokłady. Właśnie przed paru tygodniami pod Przasnyszem odkryto grobowce rzymskie.           

          Z czasem, gdy puszcza zmalała pod toporami – ludzie zmienili sposób życia: zajęli się rolnictwem. Wtedy i Przasnysz zmienił swój charakter, stając się miasteczkiem rzemieślniczym i siedzibą powiatu.

           Los jednak nie był dla miasta łaskawy. Brak bogactw naturalnych i linii kolejowej nie sprzyjał powstaniu tu przemysłu. Miasteczko wegetowało. I może długo jeszcze nie kusiłoby nikogo swym urokiem, gdyby nie ambicje jego mieszkańców. Obecnie zaczyna tu się roić od turystów ciągnących do mazurskich jezior.

           Ojcowie miasta opowiadają jak to przed pięciu laty zgłosili Przasnysz do…konkursu czystości mazowieckich miast. Ludzie uporządkowali przydomowe ogródki, pomogli w urządzaniu paru ulicznych skwerów, posypało się trochę mandatów na właścicieli posesji, którzy nie zabrali się do miotły. Ale na tym się skończyło. Przasnysz nie znalazł się na liście wyróżnionych uczestników konkursu.

           Może właśnie ta porażka ugodziła w ambicje mieszkańców, dość, że w następnym roku Przasnysz znów stanął do konkurencji. Tym razem zabiegi kosmetyczne odsłoniły wdzięki pięćsetletniego ratusza i paru sąsiednich kamieniczek. Na balkonach pojawiły się skrzynki z kwiatami. Okna odnowionych domów zalśniły czystością. Dziki park nad Węgierką młodzież zamieniła w teren przyjemnego wypoczynku. Przasnysz zajął drugie miejsce wśród miast Mazowsza. 200 tysięcy złotych nagrody stało się niemałym bodźcem do dalszych poczynań. Od tej pory, już po raz czwarty Przasnysz jest na honorowym miejscu. W zabiegach o elegancję i czystość nie ograniczono się tylko do miasta, ale zadbano też o wnętrza mieszkań i lokali publicznych. Zieleńce, kwietniki stały się pasją ludzi. Samorzutnie powstały jakby ogniska ochrony zieleni.

           Oto na przykład niedawno przed nowo zbudowanym blokiem nie założono kwietnika, gdyż trwały jeszcze prace wykończeniowe. Do prezydium Miejskiej Rady przyszła mieszkanka bloku, pani Kalinowska z grupą dziewcząt i chłopców. Prosili tylko o kwiaty. Sami je zasadzili i zapewnili opiekę nad nimi.

           Dawna pijacka spelunka w Rynku zmieniła się w elegancki lokal – kawiarnię „Zacisze”, którego garmażeryjne wyroby w niemałej mierze powodują zmiany w domowej gastronomii.

          

Miasto zdobyło już około miliona złotych w formie nagród na konkursach o tytuł najczyściejszego. Pieniądze te są podstawową pozycją w wydatkach na upiększenie Przasnysza. Pomnaża je przemysłowość i inicjatywa władz oraz mieszkańców. Wszystko jest robione sposobem gospodarczym.

           Przewodniczący Prezydium MRN, Feliks Zawadzki, prowadzi mnie do miniaturowego gospodarstwa. Jest to jedyne przedsiębiorstwo komunalne Przasnysza. Maleńka cieplarnia. Ot, po prostu mur, okna i kanały z cegły, którymi rozprowadzane jest ciepło. Ogrodnik, Wacław Szarniak wraz z pomocnikiem, Janem Zającem, hoduje tutaj tysiące kwiatów. Begonie, lwie paszcze, bratki, tulipany, róże, wędrują na miejskie skwery, kupowane są przez mieszkańców Przasnysza i okolicznych wsi. Tak, wsi. Z Przasnysza biorą bowiem przykład gromadzkie rady narodowe. Miejski ogrodnik, Wacław Szarniak, ma zamówienia na urządzenie zieleńców w Chorzelach, Bogatem, Bartnikach.

– Czy dzieci nie niszczą zieleńców? – pytam ogrodnika, spodziewając się raczej narzekania na maluchów.

– Nie tylko nie niszczą, ale nawet pomagają w sadzeniu i pielęgnacji kwiatów. Same też pilnują porządku – odpowiada.

I dodaje zaraz:

– Gdy zaczynaliśmy zazieleniać miasto, zdarzało się różnie. Ale pomagają nam nauczyciele.

Zmienia się miasto – zmieniają się ludzie pod wpływem jego rosnących uroków.

           Nie wiem, które miejsce w konkursie zajmie Przasnysz w roku własnych, jubileuszowych uroczystości, jakie odbędą się 17 czerwca. A przygotowuje się do nich niczym panna na wydaniu.

           We wszystkich zaułkach trwają prace porządkowe.

           Przewodniczącego Prezydium MRN, Feliksa Zawadzkiego, przewodniczącego Komisji Budownictwa MRN, Kazimierza Janowskiego, czy Komisji Zdrowia, dr Jana Szubzdę, można spotkać niemal tylko gdzieś na mieście. Wciąż czegoś doglądają. W budowie jest duża szkoła, której otwarcie nastąpi w lipcu. Porządkowane są ulice, a na podwórkach likwiduje się komórki i stare drwalki. Zastępuje się je murowanymi obiektami. Harcerze i dorośli pracują przy klombach.

           Śmiało można stwierdzić, że obecnie na turystycznym kurpiowskim szlaku Przasnysz nie ma konkurenta.

„Przyjaciółka”, nr 23 (742), 10 VII 1962 r.

Views: 42

Rozpoznajesz osoby, miejsca lub wydarzenia przedstawione na fotografiach? Masz dodatkowe informacje lub zauważyłeś błąd w opisie? Podziel się swoją wiedzą w komentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *